czwartek, 26 września 2013

Rozdział 1

... usłyszałam sygnał mojego telefonu. Zdziwiłam się, bo przecież kto by chciał do mnie pisać, kto by się mną w ogóle przejmował? Tym bardziej po 22. Spojrzałam na ekran mojego nowego blackberrego 9360 i zobaczyłam nic innego na ekranie jak "Aleks". Aleks jest moją przyjaciółką, znamy się od dzieciństwa.
*Od Aleks*
Hej Rossie, zrobiłaś już tą prace z fizyki? Bo ja tego kompletnie nie rozumiem :/
Aleks znowu nie rozumie zadania, jakie to typowe u niej...
*Do Aleks*
Hej Aleks. Właśnie nad nią siedzę i też za dużo nie rozumiem z niej :/
Nigdy tak późno jeszcze nie siedziałam na laptopie, ale nauka zmusza do różnych rzeczy. Nawet uczenie się do późna. Ludzie mówią, że miłość zmusza nas do robienia różnych, głupich i ryzykownych rzeczy jednak ja w to nie wierzę. Jak ktoś mógłby robić irracjonalne rzeczy w imie miłości? Nigdy nie rozumiałam tych dramatycznych filmów o głupiej miłości. Wiadomo że nigdy nikt by za nią nie gonił, a tym bardziej nikt, nikogo by nie porwał tak jak to w tych głupkowatych filmach bywa.
*Od Aleks*
Witaj kolejny roku w tej samej klasie :/
Nie chciało mi się jej już odpisać dlatego zabrałam się dalej za naukę. Zrobiłam ostatnie zadanie z fizyki i zamknęłam wkońcu podręcznik. Godz. 1.21 czas iść spać.

-ROSSIE! - usłyszałam krzyki zza drzwi mojego pokoju.. tak, to mooja mama próbuje się dostać do mnie.
- Boże, czego się drzesz kobieto. Dopiero jest...
- No właśnie, jest godzina 7:34 a za 10 minut musisz wyjść do szkoły!
-CO?! BOŻE!
- Nie Boziuj mi tu i się szykuj, bo nie będę na Ciebie czekała!
Wyprułam z łóżka jak szalona. Chwyciłam coś z szafy czym okazała się czarna bluzka mojego ulubionego zespołu, czarne bardzo przylegające rurki i białe trampki. Podbiegłam szybko do łazienki, umyłam zęby i zaliczyłam wszystkie inne poranne czynności po czym jeszcze szybko pobiegłam po mascare którą nałożyłam na moje dziwne rzęsy. Chwyciłam moją torbę szkolną i przed wyjściem z pokoju spojrzałam w lustro, można było powiedzieć, że wyglądałam w miare okej...
Na dole czekała już moja mama i parsknęła śmiechem.
- Co Cie tak bawi?
- Nie nic.. (śmiech pod nosem)
- No Boże, powiedz mi o co ci chodzi!
- Twoje włosy..
Po chwili odwróciłam się w stronę lustra i zobaczyłam... Zobaczyłam w moich gęstych, blond włosach karteczke przylepną w nie wplątaną.
- Kurcze.... Pomożesz mi w końcu, czy ja mam to sama zrobić i dopiero za pół godziny pojedziemy? - Powiedziałam z sarkazmem.
-No dobra, szybko boi tak już jesteśmy spóźnione! Jest za sześć ósma!
Droga do szkoły przebiegła szybko i w głuchej ciszy. Moja matka niemal potrąciła jakiegoś biednego rowerzyste, bo jechał na żółtym świetle. Biedaczek..
-No wysiadaj, bo już jestem spóźniona do pracy, i ty zresztą do szkoły też!
Odpowiedziałam szybko pa, poczym trzasnęłam drzwiami. Mając wszystkie podręczniki w swoich rękach, starałam się szybko wbiegać po schodach bo nie chciałam być już bardziej spóźniona, tym bardziej że pierwszą lekcje mam z Mrs. Kaputt. Nienawidzę jej. Zachowuje sie jakby przekwitała. Ughh....
Wbiegając po schodach wpadłam na kogoś co spowodowało, że wszystkie podręczniki mi się wysypały oraz ja przewróciłam.
- UWAŻAJ JAK LEZIESZ! - Krzyknęłam bez patrzenia na kogo wpadłam.
- Prze.. Przepraszam. Boże, ty też powinnaś patrzeć gdzie łazisz i na kogo wpadasz. - W tym momencie spojrzałam w góre i zobaczyłam z kim rozmawiam..
-Boże, przepraszam. Nie powinnam tak na Ciebie naskoczyć... To moja wina..
-Nie, nie. Nie obwiniaj się jest ok, dobra? Chodź, wstań z tej podłogi.- Odpowiedział mi chłopak w krótko ściętych, ciemno blondowych/ jasno brązowych włosach. Miał piękne oczy.. W odcieniu ciemnej czekolady..
-Halo? Nie chcesz żebym pomógł Ci wstać? - Wyrwał mnie z moich myśli i dopiero teraz zauważyłam, że trzyma w moją stronę rękę. Boże ciekawa jestem ile ją tak trzymał żeby mi pomóc..
- Przepraszam. - Brunet podał mi rękę i pomógł wstać.
-Tak w ogóle to jestem Justin, nowy tu jestem i troche spóźniony. - Uśmiechnął się do mnie.
-.. hej, jestem Rossie, też jestem spóźniona, więc muszę już lecieć.
- a wiesz może gdzie zajęcia ma profesor Dell?
- drugie piętro, sala 78.
-Dziękuję. To.. do zobaczenia mam nadzieje. - Uśmiechnął się i puścił oczko
- Do.. Do zobaczenia.
Boże, jak zwykle się upokorzyłam, pewnie pomyślał, że jakaś wariatka ze mnie. Zorientowałam się że nadal stoje w tym samym miejscu, a było już 17 po 8. Wbiegłam do szkoły i zaczęłam biec korytarzami. Sala od fizyki była na samym końcu szkoły, więc musiałam tam biec, a nie umiem. Nigdy nie biegam.
Wbiegłam do sali i nagle wszyscy spojrzeli się w moją stronę, również Mrs. Kaputt.
-No prosze, kogo my tu mamy. Nie sądzi panienka że jest spóźniona? - powiedziała z udawaną przyjemnością.
-Trochę..
-Trochę?! Jest dwadzieścia po ósmej! Zleciało już 1/3 lekcji! Zostanie panienka po szkole! - Boże, ona chyba naprawde przekwita. - A teraz do ławki !
Zaczęłam maszerować do ławki. Siedziałam niedaleko Aleks która patrzyła się na mnie już odkąd wbiegłam do klasy. Kiwnęłam jej tylko głową, że później jej powiem po czym rozpakowałam się i starałam się uważać na lekcji.
*dryń, dryń*
-Boże, myślałam że ona już nigdy nie skończy gadać, dobrze że fizyka tak długo nie trwała jak ten Angielski. - powiedziała Aleks
-No, a widziałaś jej twarz jak Mike powiedział jej, że jego pies znowu "zjadł" mu prace domową? Myślałam, że ta jej czerwona mała główka jej wystrzeli w orbity! - Zaczęłyśmy się śmiać.
-A co do dzisiaj rana, to znowu zaspałaś?
-No... Mama musiała mnie budzić, ale wyglądam w miare okej?
- Wyglądasz ślicznie, jak zawsze - posłała mi ciepły uśmiech. Szczery uśmiech.
Podczas naszej rozmowy doszłyśmy do stołówki. Stanęłyśmy w kolejce i czekałyśmy na swoją kolej. Aleks wzięła kanapki z serem i jakąś galaretke, a ja tylko wode, bo nie jadam w szkole. Odchudzam się.
Usiadłyśmy i szybko zagłębiłam się w moich myślach. Myślałam o tym co się stało dzisiaj rano, i jaki przystojny i sympatyczny ten chłopak się wydawał. Analizowałam każde jego słowo. Może też mu się spodobałam? Nagle z moich myśli wyrwała mnie Aleks.
-Rossie? Ziemia do Rossie. Czy ty mnie w ogóle słuchałaś?
- Sorcia, zamyśliłam się.
-Świetnie, czyli nie słyszałaś nic o mojej opowieści z Rafaellem? Świetnie, tak właśnie na Ciebie można liczyć. - Rafael to chłopak w którym Aleks się cicho podkochuje, i pewnie jej historyjka była o tym jak się na nią spojrzał, lub uśmiechnął.
- Tak, właśnie tak można na mnie liczyć. - Każdy mi mówił, że nie można na mnie liczyć i że nigdy nie będę odpowiedzialna.
Wstałam, wzięłam swoje rzeczy i zaczęłam wychodzić ze stołówki.
- Rossie! Przecież wiesz że nie to miałam na myśli! - Słyszałam z oddali jej głos, ale nie obchodziło mnie to. Zraniły mnie jej słowa.
Postanowiłam że przejde się do mojej szafki, żeby przygotować się na następną lekcje. Musiałam troche przejść, ponieważ moja szafka była na parterze, w sektorze H. Szłam wolno korytarzem, nigdzie się nie śpieszyłam. Do końca lunchu było jeszcze 15 minut więc spokojnie mogłam sobie na to pozwolić.
Doszłam do szafki, wymieniłam podręczniki i zamknęłam szafke jedną ręką, jednocześnie odwracając się.
BUM. Wpadłam na kogoś...
-Ał - ale bolało
- Prosze, prosze. Znowu się spotykamy..


Uff, wkońcu napisany! :)
Mam nadzieje że się wam spodoba.
Nigdy jeszcze nie pisałam fanfiction...
Proszę o komentarze. Obiecuje że będę dodawała rozdziały
regularnie, co 3-7 dni.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz